Lewica zaproponowała wprowadzenie nowego podatku określanego mianem “podatek tłuszczowy”, który w założeniu ma objąć produkty uważane za niezdrowe i wysokoprzetworzone, takie jak mrożone pizze, chipsy, krakersy czy inne wyroby typu fast food. Na wzór wprowadzonego już podatku cukrowego, nowa danina miałaby pełnić funkcję zarówno fiskalną, jak i prozdrowotną. Środki uzyskane z podatku miałyby wspomagać Narodowy Fundusz Zdrowia i jednocześnie motywować producentów do zmian w recepturach na korzyść zdrowszych opcji.

Reakcja branży mięsnej oraz producentów żywności na propozycję wprowadzenia podatku była szybka i krytyczna. Według nich, jeśli danina będzie skonstruowana na zasadach analogicznych do tych z Danii, gdzie obejmuje ona produkty z zawartością ponad 2,3 g tłuszczów nasyconych na 100 g, to oznaczać to może objęcie niemal całej gamy przetworów mięsnych dostępnych na rynku. Przeciwnicy nowej daniny zwracają uwagę na rosnące koszty energetyczne, transportowe i surowców, które i tak obciążają producentów.

Reklama

Fragment branży oraz eksperci obawiają się, że podatek tłuszczowy może nie tylko zniszczyć wartość odżywczą i smak tradycyjnych produktów spożywczych, ale i nie przyniesie zamierzonego efektu ograniczenia ultraprzetworzonej żywności na rynku.

Zwolennicy podatku jednak argumentują, że może to być bodziec do zdrowszej zmiany produkcji spożywczej, podobnie jak miało to miejsce przy wprowadzeniu podatku cukrowego. Mówi się o dwóch scenariuszach: dostosowaniu składu produktów przez producentów lub przerzuceniu dodatkowych kosztów na konsumentów.

Krytycy propozycji podkreślają, że wprowadzenie nowego podatku tłuszczowego to zwiększenie obciążeń finansowych dla konsumentów i przedsiębiorców, bez realnej poprawy jakości jedzenia. Proponują skupienie uwagi wyłącznie na żywności ultraprzetworzonej, nie obciążając tradycyjnych produktów spożywczych.

Ostatecznie, propozycja podatku tłuszczowego pozostaje na razie tylko zapowiedzią, ale przewiduje się, że może to być gorący temat debaty publicznej. Kwestia ta stawia przed konsumentami ważne pytanie – czy rzeczywiście zyskamy na jakości zdrowotnej, czy doświadczymy jedynie wzrostu cen przy kasach sklepów.